Siekierkowska zagrożona
Data: 03-08-2005 o godz. 09:01:24
Temat: z Życia Warszawy


Budowa trasy może opóźnić się o wiele miesięcy. Wszystko przez błędy urzędników i protesty kilku rodzin. Nad Trasą Siekierkowską znów zawisły czarne chmury. O tym, czy pojedziemy nią w 2007 roku, za kilka dni zadecyduje Samorządowe Kolegium Odwoławcze. Siekierkowska to największa inwestycja drogowa ostatnich lat. Łączy Ursynów z Wawrem. Pod koniec roku dojedziemy do ul. Płowieckiej. Za dwa lata powstanie tam bezkolizyjny węzeł.

Już raz budowa trasy została wstrzymana. Trzy lata temu sąd stwierdził, że urzędnicy popełnili błędy formalne przy tworzeniu dokumentacji. Prace ruszyły dopiero po klku miesiącach, gdy błędy poprawiono. Teraz historia może się powtórzyć. Poszło o forsę Do SKO poskarżyli się Aneta Piórkowska i Bogdan Kaczmarczyk. Są współwłaścicielami dwóch działek (w sumie dwa tys. m. kw) przy Płowieckiej 10, tuż przy Marsa. Mają na nich komis samochodowy. Znajdzie się on w miejscu wielopoziomowego węzła Ostrobramskiej, Płowieckiej i Marsa, więc miasto musi teren wykupić. – Ale proponowali śmiesznie niskie pieniądze – mówi Katarzyna Kaczmarczyk, pełnomocniczka właścicieli – 1,8 mln zł. My uważamy, że nasz teren wart jest 3,6 mln zł. Skąd takie sumy? Obie strony powołały biegłych od wyceny gruntów. Ponieważ nie mogły dojść do porozumienia, miasto zdecydowało o wywłaszczeniu. W takiej sytuacji płaci proponowaną przez siebie kwotę, a od decyzji można się odwołać. Poszukali i znaleźli Kaczmarczykowie postanowili, że łatwo się nie poddadzą. Zaczęli szukać haka na urzędników. Pogrzebali w dokumentach dotyczących inwestycji. I znaleźli. Wymieniają po kolei. Pierwsze – decyzja o warunkach zabudowy (poprzedza pozwolenie na budowę) jest bezprawna. Bo o jej wydaniu powinno uprzedzić się wszystkich, których dotyczy, czyli posiadaczy ziemi pod trasę. A tego nie zrobiono. Drugie – prezydent nabywa grunty pod budowę, ale nie ma do tego upoważnienia rady miasta. Przekracza więc swoje uprawnienia. A ponieważ i jedno, i drugie jest bezprawne, to i decyzja wywłaszczeniowa jest nieważna – konstatuje Katarzyna Kaczmarczyk. – Nie mielibyśmy do władz żadnych pretensji, gdyby chciały z nami rozmawiać – przyznaje Kaczmarczyk. Sprawa do SKO trafiła już w grudniu 2004. Do dziś nie ma rozstrzygnięcia. Władze stolicy utrudniały kolegium wydanie decyzji, nie dostarczając potrzebnych dokumentów, nie udzielały też wyjaśnień. SKO dwukrotnie pisemnie wzywało prezydenta do odpowiedzi. Ten zrobił to dopiero kilkanaście dni temu. Co znajduje się w piśmie do SKO? Tego miasto nie chciało nam zdradzić. Zatrzymają budowę? SKO wyda decyzję do połowy sierpnia. Jeśli uzna racje rodzin z Płowieckiej, to te mogą pójść do sądu, by unieważnił pozwolenie na budowę. W razie wygranej ludzi miasto czekają ogromne kłopoty. Trzeba będzie zapłacić np. za wstrzymane roboty. Odpowiedzialny za drogi wiceprezydent Andrzej Urbański nie chciał komentować całej sprawy. Odesłał nas do biura naczelnego architekta miasta.





Artykuł jest z LSI Wawer
http://www.wawer.waw.pl/beta

Adres tego artykułu to:
http://www.wawer.waw.pl/beta/modules.php?name=News&file=article&sid=282