Sprzątają bezrobotni
Data: 11-09-2005 o godz. 08:57:18
Temat: Przegląd prasy lokalnej


Początkowo Wydział Ochrony Środowiska wystąpił do ZOM o 30 sprzątających bezrobotnych, ale kiedy okazało się, że ma on rezerwy, chętnie przyjął 20 dalszych. W budynku urzędu przy ul. Włókienniczej w Falenicy ekipa ta ma swoją bazę. Tam sprzątający mogą się przebrać w robocze ubrania, umyć po pracy, zjeść śniadanie. Pracy dla nich nie brakuje, bo tereny Wawra zaśmiecone są niemiłosiernie.

Zanieczyszczone są pobocza dróg, tereny wzdłuż linii kolejowej, lasy i nieużytki rolne. Zdarza się, że obok zadbanych, wypieszczonych posesji walają się sterty śmieci. Prywatne tereny powinni sprzątać ich właściciele. Na ogół nie sprzątają. Ostatnio wydział skierował do wielu z nich listy z żądaniem zaprowadzenia porządku w ich lasach i na ich terenach rolnych. Niektórych ruszyło sumienie i likwidują dzikie wysypiska, inni proszą o przedłużenie terminu. Część spraw niewątpliwie trafi jednak do sądu grodzkiego za pośrednictwem straży miejskiej. Bezrobotni sprzątają tereny publiczne. Od lutego, kiedy zaczęto akcję, przewinęło się przez tę brygadę ok. 80 osób. – Zostali ci, którzy szanują tę pracę – uważa Teresa Guberow, którą wydział oddelegował do kontaktów z bezrobotnymi. To ona wytycza dla nich zadania, ocenia wykonanie zadań. Czasem planowe akcje są przerywane, sprzątający kierowani są doraźnie tam, gdzie skierują ich kontrolerzy ZOM lub straż miejska. Zakład Oczyszczania Miasta wyposaża bezrobotnych w ubrania ochronne, dzielnica daje rękawice, bilety na przejazdy miejską komunikacją, napoje chłodzące, worki na śmieci. ZOM odbiera śmieci własnym transportem. Bezrobotni także odchwaszczają chodniki, oczyszczają je z piasku i ziemi, wycinają chaszcze zasłaniające widok w pobliżu skrzyżowań, przejść dla pieszych, gałęzie przesłaniające znaki drogowe. Trzeba przyznać, że dzięki pracy bezrobotnych na terenie Wawra jest porządniej i czyściej. Uporządkowanie niektórych terenów spowodowało, że wynieśli się z nich menele. Po prostu nie lubią pić piwa czy tanich win i nalewek na widoku – jak to miało miejsce na przykład w pobliżu Centrum Zdrowia Dziecka. Trzeba też powiedzieć, że sprzątanie tej dzielnicy przypomina walkę z wiatrakami. – Wystarczy podstawić kontenery na zbędne przedmioty z gospodarstw domowych, a natychmiast zapełnią się odpadami produkcyjnymi, zgrabionymi wokół domów liśćmi, gałęziami. Po przejściu ekipy sprzątającej natychmiast pojawiają się nowe śmieci, walające się luzem lub nowe worki z odpadami – narzeka Tadeusz Lewicki, naczelnik wawerskiego Wydziału Ochrony Środowiska. Przykład jeden z wielu – betonowa ulica łącząca ul. Patriotów z ul. Mrówczą w Międzylesiu. Raptem kilkaset metrów długości. Po obu stronach – las. Na poboczach znajdziemy kartonowe opakowania po telewizorach, czarne worki wypełnione domowymi odpadkami, zerwaną glazurą czy terakotą, worki ze starymi, skiełkowanymi w czyjejś piwnicy ziemniakami, a nawet z gałęziami po przycięciu przydomowych iglaków. Nie brakuje śmieci wywożonych na teren Mazowieckiego Parku Krajobrazowego, i to nie tylko w pobliżu parkingu dla samochodów. W głębi lasu natknęliśmy się m.in. na wrak starego, czerwonego fiata 125p. Przyciągniętego tu, pozbawiononego silnika. Bezrobotni wykonają kawał dobrej roboty, ale rezultaty będą tylko chwilowe, jeśli nie zmieni się mentalność mieszkańców, jeśli nie poprawi się ich kultura osobista i świadomość skutków zanieczyszczenia środowiska. am





Artykuł jest z LSI Wawer
http://www.wawer.waw.pl/beta

Adres tego artykułu to:
http://www.wawer.waw.pl/beta/modules.php?name=News&file=article&sid=287